Tak! Jedziemy na szparagi, albo może nie “na” ale “przez”. Więc jedziemy przez szparagi, szparagową drogą od Schwetzingen do Scherzheim. Brzmi to jak piosenka młodych niemieckich szparagowych zbieraczy, ale my mijamy pola Dolnej Saksonii i Badenii-Wirtembergii. Mijamy pałac elektora Palatynatu Karla Teodora, który w XVII wieku był swego rodzajem “mecenasem szparagów” na europejskich dworach.
Możemy otworzyć okno samochodu by wdychać aromat równo rosnących szparagowych pędów, ale pędzimy dalej, ku ojczyźnie niemieckich win białych. Byłbym nieszczery mówiąc, że lubię szparagi. Lubię szparagi tylko dlatego, że jest wówczas okazja napić się kilku dobrych białych win, których być może w innych okolicznościach przyrody nie skosztowalibyśmy. Lubię też szparagi, będące platformą pod krwistym stekiem w sosie z pieprzu i metaxy.
Sprawiała mi trudność często łykowatość i cierpko – kwaśny smak szparagów, przez co często były i są określane jako “wine unfriendly”. Łykowatość wyeliminowałem, gdy dowiedziałem się, że przed ugotowaniem trzeba je obrać… Specyficzny smak natomiast można lekko stuningować, co widzimy w sposobie podania tego dania w restauracjach. Często dominuje roztopione masło, sos holenderski Bernais, czy inne mdławe otuliny maskujące typowy posmak warzywa.
Co by tutaj wypić do tak zbilansowanego dania, w którym jeden smak uzupełnia lub przykrywa drugi. Kwasowe wino, żeby zrównoważyć sosy i podkreślić smak szparaga. Tu można by postawić na silvanera z Frankonii, rivanera, czy młodego rieslinga. A może maślano – beczkowe, treściwe, by zminimalizować wrażenie nadkwasoty i cierpkości? Możemy wtedy spróbować jakiegoś nowoświatowego chardonnay lub bardziej mineralnego weissburgundera (np. Hofstaetter z Górnej Adygi).
Ja bym stawiał na coś pośrodku, szczep dający wina wystarczająco mineralne, ale i o pełnym owocowo – egzotycznym bukiecie, który (jest szansa) przykryje pewne smakowe niespodzianki naszego zielono – biało – fioletowego afrodyzjaka. Stawiam zatem na… Tolka Banana i Pinot Grigio, zwanego Pinot Gris, Sivy Pinot, Rulander, Grauburgunder. Dziwne to winogrono o ciemnoróżowych owocach i kiściach przypominających szyszkę (skąd nazwa “pinot”) dające wina skoncentrowane, o bogatym bukiecie i intrygujących nutach owocowych. Jest to jeden z przykładów, który zawsze można przywołać, mówiąc o meandrach fermentacji wina i dlaczego wino białe nie zawsze jest z białych szczepów.
No dobrze, przeróżnych “pinot grigiów” jest na półkach sklepowych zawsze sporo, więc co kupić, by nie być zawiedzionym? Mimo mojego uwielbienia graniczącego z fanatyzmem dotyczącym włoskich win, często niestety włoskie odpowiedniki tej odmiany są dość mocno rozwodnione, pozbawione charakteru. No chyba, że trafimy w sklepie na Alois Lagedera czy Hofstaettera z Górnej Adygi, ale po pierwsze nie trafimy, a po drugie na pograniczu włosko – austriackim pytanie, czy ktoś czuje się bardziej Włochem, czy Austriakiem…. No, sami rozumiecie.
Skupić się zatem proponuję na wcieleniach alzackich (hmm, też pogranicze), czyli pinot gris, oraz czymś, co ostatnio mnie zafascynowało – Słowenia. O tych winach słyszałem wiele dobrego, ale dopiero ostatnio miałem okazję spróbować słynnego Sivego Pinota od Ediego Simcica, jednego z najlepszych producentów, jak mówią Amerykanie – ever. Niebywałe skoncentrowane i gęste wino o zawartości alkoholu, o której nie wspomnę, bo to trzeba zobaczyć na etykiecie, by uwierzyć.
To wino to był przykład dla którego lubię szparagi – zostawiam je na talerzu i wypijam to co mam w kieliszku, błogosławiąc w duchu Spargelzeit.
Przejeżdżając przez szparagowe królestwo zmierzamy powoli do regionów zajmujących specjalne miejsce w moim sercu. O nich wkrótce.
Paweł











