Winiarstwo ekstremalne rss 2.0

Opublikowane 15.07.2010

Często bywa tak, że pasja człowieka i jego zawód, w który wkłada cały swój czas, wszystkie swoje siły, wymagają poświęceń, nierzadko całkowitych. Uprawa krzewów winorośli z reguły nie kojarzy się ze sportami ekstremalnymi ani ze skokami adrenaliny. A jednak.


Rekultywacja bardzo stromych stoków, po których niewyobrażalny jest spacer, a co dopiero codzienna praca, daje dowody na to, że trud wykonywania swojego zajęcia przez winiarza jest często przez nas, konsumentów efektu finalnego – niedoceniany.


22 czerwca zginął przygnieciony traktorem Ulrich Franzen, jeden z ciekawszych winiarzy mozelskich, podczas wykonywania swojej pracy w swojej winnicy niepodal Neef. Winiarz znany z upraw tak ekstremalnych stoków jak winnice Calmont i Frauenberg (sugeruję obejrzenie zdjęć tych miejsc w wyszukiwarce – da to nam pojęcie o nachyleniu powierzchni winnicy) oddał życie na ołtarzu życiowej pasji. Był jednym z winogrodników, którzy specjalnie i celowo uprawiali tak niebezpieczne miejsca widząc w nich ekspresję lokalnej geologii, która odda włożony trud w postaci znakomitych win.


Region Mozeli tak bogaty w strome zbocza w swojej nazwie też oddaje ta geologiczną złożoność, to Terrassenmosel. Terasy pochodzące często z czasów średniowiecznych, kiedy mnisi przeobrażali zbocza w ciąg wąskich poziomych półek, są jedyną możliwością by gleba samoistnie nie zsuwała się ze zbocza. Takie terasy generują jedną z chyba najbardziej wymagających i niewdzięcznych prac. Kiedy po deszczu lub silnych wiatrach, lub po prostu z winy grawitacji, kamienie budujące terasowe półki zsypują się na dół, człowiek odpowiedzialny za utrzymanie winnicy musi wnieść te kamienie z powrotem do góry. Kwestią kilku dni jest to by ponownie mała część kamieni zsypała się na dół. Ucieleśnienie mitu o Syzyfie.


Winnica Bremer Calmont na której pracował Ulrich Franzen, należy do najbardziej stromych w całych Niemczech, nie tylko w rejonie Mozeli, dorównują jej nieznacznie Kobern, Rottgen i Uhlen w Winnigen.


Również do grupy winiarzy ekstremalnych należy Walter de Batte, który uprawia winorośl w Cinque Terre, na liguryjskim wybrzeżu Riviera del Levante. Produkuje wino Sciacchetra, ze szczepów Bosco i Albarola. Wino to należy do najrzadziej spotykanych butelek na całym Półwyspie Apenińskim. Suszone grona jak do amarone, po fermentacji muszą ponad rok podlegać dojrzewaniu w beczkach dębowych.


Wino znane ze swych bukietów kandyzowanej pomarańczy, figi i brzoskwiń, jest przez producentów dozowane na rynek  w liczbie kilkuset na rok. Winorośl rośnie na bardzo pochylonych stokach rozparcelowanych wzdłuż całego wybrzeża na malutkie działki, które rodzą owoce będące jednym z przysmaków tamtejszych dzików. De Batte w 2005 roku z powodu ich wędrówek przez 1 ha winorośli, który posiada, stracił 50% krzewów, które, częściowo pożarte, częściowo stratowane obciążyły sumienie liguryjskich dzikich dzików.


Dla winiarzy biodynamicznych, którzy hołubią bliski kontakt z Naturą i jej przedstawicielami, 50% zadeptanych i wyjedzonych przez dziki owoców z pewnością byłoby egzaminem na biodynamiczną zapalczywość.


Paweł


  • email
  • Facebook
  • Twitter
  • BLIP
  • Wykop
  • Google Bookmarks
  • Digg
  • del.icio.us

Patronaty:

  • Gastronauci.plUgotuj to
Designed by: