W tak skwarne dni, które ostatnio nawiedziły nadwiślański kraj, wiemy wszyscy o tym - należy uzupełniać niedobór płynów, które tracimy. Nie należy jednak zapominać o tym, że jak mówi stare sommelierskie przysłowie nie samą wodą człowiek żyje.
Czerwone wino zawiera wiele kluczowych dla zdrowia naszych komórek przeciwutleniaczy, które nie dość, że przedłużają nam życie i odwlekają w czasie pierwsze wizyty u dra Botoksa i dra Kolagena, to w połączeniu z innymi kluczowymi substancjami tworzą dość miły prozdrowotny koktajl wypełniający kieliszek. Jednak czerwone wino rozaniela w taką pogodę i pozbawia poczucia obowiązku, wolelibyśmy coś znacznie bardziej żywego i świeżego.
Możemy pić wino białe, mocno schłodzone i zapomnieć o lejącej się z nieba karze za grzechy. Możemy pic wino równie schłodzone różowe i tą karę znosić godnie, wybierając niekoniecznie oranżadowo – truskawkowe lemoniady z Prowansji (choć są chwile gdy spełniają się lepiej niż inne) lecz coś zgoła bardziej ambitnego.
Przykładem takich ciekawych win są wina różowe z Douro w Portugalii, często otrzymywane w niebanalny sposób, tożsamy z otrzymywaniem porto. Winogrona wyciska się w betonowych kadziach za pomocą nóg. 8-10 osobowa ekipa trzyma się za ramiona i stojąc obok siebie radośnie podśpiewując wyklepuje owoce podeszwami swoich (umytych, bez obawy) stóp. Często towarzyszy temu muzyka oraz, zwłaszcza w przypadku gdy Portugalczyków odwiedzą “nasi” – szukanie towarzyszy nad ranem w kadzi przy pomocy sękatego kija. Mieszając nim długo i cierpliwie czekając , czy natrafi na opór…
Takie wino produkuje m.in. Dirk Niepoort, którego rodzina produkuje porto od połowy XIX wieku. Dirk postanowił jednocześnie trzymając za wodze port-biznesu, puścić po trosze wodze fantazji i zająć się dość niepopularnym wówczas w Douro winem stołowym. Wyprodukowawszy kilka znakomitych roczników czerwonych win stołowych (Redoma, Batuta, Charme) zajął się również winem różowym (Redoma Rose). Okazał się winnym Midasem, spod ręki którego wychodzą tylko i wyłącznie doskonałe wina, płynne złoto.
Wino Redoma Rose jest produkowane w sposób tradycyjny – jak porto. Jest jednak również ciekawostka tkwiąca w doborze szczepów winogron do tego wina. Dobór jest, podobnie jak w całej Dolinie Douro, dość dyplomatycznie mówiąc dowolny. Bierze się to z faktu, że winnice są bardzo stare, i winiarz po prostu nie wie (lub wie, ale nie chce powiedzieć, na jedno wychodzi) jakie szczepy zostały użyte do produkcji wina. Zbiera to co rośnie na stoku i nie zadaje zbyt wiele pytań. Dlatego na etykiecie wina znajdziemy kompozycję 30% Tinta Amarela, 20% Touriga Franca i 50% – reszta. Jest w tym metoda wyrażania terroir winnicy bez upartego przywiązania nie tylko do znanych szczepów, nie tylko do nieznanych szczepów – ale w ogóle braku przywiązania do szczepów. Dość osobliwe w czasach, gdy atakują nas etykiety gdzie nazwa producenta jest wyszczególniona małą czcionką, jakby się czegoś wstydził. A na froncie “Cabernet Sauvignon” – anonimowy bohater wielu wieczorów i opustoszałych butelek.
W Douro wygrywa tradycja i cichy sprzeciw wobec nowoczesności, zbieranie winogron bez genetycznych badań i winifikacja bosymi stopami. Wino różowe, utożsamiane z prostotą i zbyt często z prostactwem, w tym przypadku jest wyjątkowe. Silna mineralność i ziemisty charakter tego mocno wytrawnego wina, aromaty zwierzęcej skóry i dojrzałych porzeczek, powodują że jest dobrym partnerem “balkonowych” wieczorów ale bardziej w towarzystwie Foo Fighters niż Lady Gaga.
Moja osobista rekomendacja do degustacji tego wina to „The Lost Art of Keepin a Secret”
Queens of The Stone Age. Smacznego.
Paweł











